Legenda Davina Felth'a....

Podobnie jak inni szturmowcy nosił białą zbroję z plaststali, składającą się z osiemnastu elementów, i dwuczęściowy czarny, elastyczny kombinezon regulujący temperaturę. Całość tworzyła indywidualny kokon energetyczny częściowo

pochłaniający, częściowo odbijający trafienia z broni energetycznej. Przemytnicy zareagowali na to użyciem cięższych blasterów jako broni bocznej, a ponieważ prawie każdy strzał miał

większą moc niż mogła przyjąć zbroja, jej działanie ograniczyło się do ratowania życia trafionym szturmowcom.

Hełm wyposażony był w automatycznie polaryzującą się przysłonę, filtry i zestaw

łączności. Zapasowy komlink wraz z żelaznymi racjami i wyposażeniem niezbędnym do przetrwania szturmowcy nosili w specjalnych pojemnikach przy pasie. Teoretycznie mogli przetrwać w każdych warunkach planetarnych, ale by zwiększyć skuteczność działania, wprowadzono zmodyfikowane wyposażenie i specjalnie przeszkolono jednostki przewidziane do użycia w określonych, a popularnych

środowiskach. Byli to: seatroopers - operacje na wodnych planetach,

snowtroopers ­ na planetach lodowych, sandtroopers­ do działań na planetach pustynnych i gorących, spacetroopers - do walki w próżni w stanie nieważkości. Osobną odmianę stanowili zwiadowcy, zaś za elitę uważano kierowców i obsługę AT-AT.

Davin zgłosił się na ochotnika gdy ukończył osiemnaście lat, chcąc służyć swej planecie i rządowi. W pierwszej minucie po zjawieniu się w imperialnym centrum. wyszkolenia zwanym Akademią, na planecie Caridia, stracił marzenia, a przez kolejnych sześć miesięcy ochotę. Robi co musiał by przeżyć i nie mieć kłopotów z przełożonymi. Został szturmowcem, a ponieważ dostrzeżono jego inteligencję, wybrano go, wraz z grupą innych indywidualistów, do specjalnego szkolenia. Mieli nauczyć się obsługiwać olbrzymie transportery kroczące zwane AT-AT, będące

pomysłem i oczkiem w głowie pułkownika Veersa.

Davin ukończył szkolenie i podczas ćwiczeń, ku swemu zaskoczeniu, został zaatakowany przez cztery nie zidentyfikowane jednostki latające. Nie wiedząc, że jest to ostatnie ćwiczenie w symulatorze, zaczął walczyć jak umiał i przez przypadek odkrył doskonały sposób uchronienia się przed zagrożeniem ze strony martwego pola, jakie znajduje się między "nogami" transportera.

"Przyklęknął" maszyną i mając zabezpieczone pancerzem burty spokojnie zestrzelił wszystkich napastników. Testem dowodził osobiście pułkownik Veers, który

dokładnie wypytal go o wszystko. Felth, jak każdy młodzieniec, był naiwny i zgodnie z prawdą powiedział mu o wszystkich wadach AT-AT, jakie zauważył - o martwych polach ostrzału, o nie chronionej choćby jednym stanowiskiem ogniowym tylnej strefie, o zbyt małej ruchliwości "łba" mieszczącego kabinę i większość '', uzbrojenia, i o tym, że na drobnych przeszkodach, jak na przykład osypisko kamieni, transporter czuje się niepewnie i zaczyna tracić równowagę.

Po tych rewelacjach, jak należało się spodziewać (choć Davin przypuszczał, że otrzyma nagrodę), dostał natychmiastowy przydział do kompanii mającej zluzować jeden z najmniej licznych, ale najbardziej odległych garnizonów, jakie utrzymywało Imperium: na Tatooine. Dostał numer 1023 (gdyż szturmowcy nie używali w

łączności imion ani nazwisk), zbroję zmodyfikowaną do działań na pustyni i przydział do drużyny Zeta. Kompanią, a raczej oddziałem wydzielonym w sile kompanii dowodził kapitan Terrik.

Gdy jednak znaleźli się na orbicie, nastapiła zmiana planów i to z rozkazu samego lorda Vadera. Mieli wraz z garnizonem przeczesać planetę w poszukiwaniu kapsuły ratunkowej i pary droidów, które w niej uciekły z rebelianckiego okrętu. Trajektorię kapsuły wytyczyły komputery, wysadzono ich więc w pobliżu obliczonych koordynatów, a do pomocy przewieziono z garnizonu dewbacki - olbrzymie jaszczury służące za wierzchowce.

Po wielu godzinach Davin odnalazł, po fałszywym alarmie, najpierw poszukiwany pojazd, a potem pierścień mocujący używany przez droidy astro-mechaniczne podczas przelotów kapsułami. Ślady na piasku, za którymi ruszyli, doprowadziły ich do odcisków gąsienic mogących należeć tylko do sandcrawlera - olbrzymiego transportera rudy. Maszyny te, opuszczone przez pierwotnych właścicieli, przejęła rasa pustynnych śmieciarzy zwana Jawa.

Pluton Davina przetransportowano w pobliże namierzonego z orbity pojazdu, by go przeszukał. Nie znaleźli żadnego sprawnego astromecha ani towarzyszącego mu droida protokolarnego - w tym czasie od załogi rebelianckiej kormrety dowiedziano się bowiem, że brak na pokładzie droidów model R2 i C-3P0.

Przesłuchani przywódcy plemienia Jawów zeznali, że sprzedali je farmerowi wodnemu nazwiskiem Lars.

Terrik wycofał oddział, a czekającej jako wsparcie latającej fortecy kazał ostrzelać sandcrawler i rozstrzelać Jawów, pozórując atak ich odwiecznych wrogów - Ludzi Piasku. Wtedy Davin zaczął mieć wątpliwości.

Następnie przetransportowano ich i na farmę wodną Beru i Owena Larsów, którą

także przetrząsnęli nie znajdując droidów, za to dość dokładnie demolując jej

wnętrze. Ponieważ Owen nie powiedział kapitanowi, co się stało z droidami, a co gorsze ­ napluł mu w twarz, finał był łatwy do przewidzenia: Larsów zabito, farmę zniszczono. Davin zaczął mieć poważne wątpliwości.

Przetransportowano ich wraz z resztą kompanii do Mos Eisley; tam wraz z garnizonem mieli zablokować wszystkie drogi wyjazdowe, patrolować ulice i przeszukać port kosmiczny i miasto. Jego pluton dostał zadanie patrolowania miasta. Podczas przesłuchiwania przypadkowo napotkanego Talza dostał wraz z innym szturmowcem, noszącym numer 1047, rozkaz sprawdzenia lokalu o nazwie "Kantyna", gdzie ponoć doszło do bójki z użyciem jakiejś dziwnej broni. Sprawdzili, ale nie zastali tam ani śladów bójki, ani ofiar, ani w ogóle niczego podejrzanego,

jeśli nie liczyć dość szybko wychodzącego młodzieńca i starszego mężczyzny.

Jednak nie mieli oni ochoty na bliższe poznanie szturmowców. Davin zaczynał rozumieć, dlaczego. Krótko potem jakiś zwariowany Jawa zaczął do nich celować z wojskowego blastera, nim zdążył strzelić, 1047 zabił go i dopiero wtedy okazało się, że durny tubylec nie miał zasilacza w blasterze, więc był bezbronny. Davin miał dość. Jeśli służba Imperium polegała na bezsensownym mordowaniu niewinnych, to komuś coś się pomyliło i wychodziło, że to jemu. Nim jednak rozważył, jak rozwiązać ten problem, na częstotliwości kompanii rozległo się wezwanie do wszystkich, by stawili się na lądowisku u wejścia na Stanowisko 94, gdzie znaleziono droidy.

Gdy tam dotarł, walka trwała w najlepsze, o ile można nazwać walką atak kilkunastu szturmowców przeciwko jednemu człowiekowi i jednemu Wookiee, bowiem pozostali dwaj ludzie - stary i chło­pak, których widział w knajpie, nie mieli broni. Kapitan Terrik twierdził, że to rebelianci i Davinowi, ale zaświtało, że skoro para rebeliantów stanowi godnego przeciwnika dla kompanii szturmowców, to być może walczą o coś, co naprawdę ma sens. Żeby się przy tych rozważaniach nie wyróżniać z tłumu, też zaczął strzelać, ale tak, by nikogo nie trafić. W podjęciu dalszej decyzji pomógł mu kapitan Terrik, celując starannie do ostrzeliwującego się już z rampy załadunkowej frachtowca rebelianta. Davin upewnił się, że nikt go nie widzi i strzelił oficerowi w plecy. Imperium było złe i spaprało mu kawałek życia, w dodatku zabierając marzenia. Teraz znalazł nowy cel - Rebelię. Nawiązanie z nią kontaktu i przekazanie tego co wiedział było niezłym początkiem wyrównywania rachunków. A wiedział sporo - choćby to, jak unieszkodliwić AT-AT stanowiące dotąd niepokonaną siłę w każdym starciu lądowym

 

Pojawił się w: "Część IV: Nowa Nadzieja" oraz książce "Opowieści z kantyny Mos Eisley"

Ten materiał został zaczerpnięty z "The Essential Guide to Characters by Ballantine Books"

<<Wróć

Idź Do Galerii Związanej ze Szturmowcami>>>

<<<Główna

 

HOSTED BY:

 

Wymień się Buttonami!



 



 

 

.::YINCHORR::.. Copyright © 2002 Y I N C H O R R®